aga-ka16 napisał(a):
Dopiero teraz obejrzałam zdjęcie. Twoja złamana piszczel jest trochę przesunięta. To nie przeszkadza w zroście? Czy lekarze nastawiali Ci kość, czy tylko zapakowali w gips? Sorry, na pewno o tym pisałaś, ale ja aż tak daleko wstecz nie sięgałam?
To było tak. sobotę zaliczyłam glebę na lodowisku i karetka pogotowia zawiozła mnie prosto do szpitala. Diagnoza lekarza na izbie przyjęć brzmiała złamanie spiralne obu kości podudzia o charakterze niestabilnym do leczenia operacyjnego. Nóżkę nastawiono, włożono do gipsu i zalogowano mnie na łóżeczko gdzie miałam oczekiwać na swoją kolej. W poniedziałek przyszedł na obchód ordynator i wyczerpująco powiedział "do domu to się zrośnie". Byłam tak zaskoczona a przede wszystkim obolała, że zanim zaprotestowałam już byłam wypisana. Na kontroli w poradni (po 10 dniach) trafiłam na lekarza idiotę, który miał mi jedynie do powiedzenia, że nie umiem chodzić o kulach. Zmieniłam lekarza (po znajomości). Ten po zobaczeniu zdjęcia pokazującego przemieszczone odłamy (podobno to złamanie zawsze się przemieszcza po złożeniu dlatego trzeba je stabilizować) w ciągu trzech dni wstawił mnie do szpitala. Tu szykują mnie do operacji, fundują przedoperacyjny stres: nieprzespana noc, lewatywa, przygotowanie anestezjologiczne, antybiotyki w żyle i.......rano przychodzi ordynator i autorytatywnie stwierdza, że tej operacji nie będzie, bo jest za późno od złamania. Fakt upłynęły 4 tygodnie, ale zrostu nie było, bo od początku był opóźniony znacznie i odłamy były przemieszczone tak jak to widać teraz na zdjęciu. Do tej pory nie wiem dlaczego odstąpiono od operacji. Mój ortopeda prawie na każdym spotkaniu mówi "szkoda, że to nie zostało zoperowane". Tylko co mi z tego.......