pawel.zukowski napisał(a):
gdybym myslal o tym co 'przeze mnie' sie stalo albo nie stalo to chyba bym sie pocial juz dawno. wystarczy mi ze mam spier**lone CALE wakacje, przepadl mi prawie miesieczny wyjazd na Ukraine, swoje 30-te urodziny obchodzilem w stosunku do lat ubieglych bardzo, bardzo skromnie, nie pojechalem na koncerty, ktore planowalem, a wakacyjne zycie towarzyskie jest w gorzej niz oplakanym stanie. na dodatek polamalem sie w srodku sesji egzaminacyjnej, wiec na drugie terminy egzaminow bede musial dojezdzac do poznania z warszawy o - oczywiscie - o kulach, i to nie raz a byc moze dwa - trzy, bo profesorowie nie moga zgrac terminowDobrodziej napisał(a):
A smutno bo dzieciak na obozie w Jarosławcu, mieliśmy do niego dojechac, oprac, dowieśc pieniążki itp. I wszystko cały czas przeze mnie...
tak ze drogi Dobrodzeju podziwiam Twoj altruizm, empatie i to, ze w Twojej sytuacji w ogole Cie jeszcze przejmuje jaki to ma wplyw na rodzine, mimo tego, ze to nie oni, a Ty, chodza w jakiejs ortezie, ktora na zdjeciach wyglada jakby ta noge miala za zadanie urywac a nie stabilizowac.
Złamanie nogi - rehabilitacja
Założył master_44, 28 marca 2007 · 429 106 wyświetleń · strona 362 z 977
Gocha5 napisał(a):
chaber napisał(a):
Mnie najbardziej przeraza teraz koniecznoisc usuniecia gwozdzia i zwiazane z tym problemy.
Mnie przeraża to samo i już myślę co się może zdarzyć, zwłaszcza czytając posty Pol27, choć planowo mają mi wyciągać żelastwo w styczniu. A teraz po powrocie do pracy, czasami zapominam, że mam nogę po złamaniu, dopiero wieczorem jej rozmiar mi to przypomina 🙂. Pozdrawiam wszystkich Nowych i Starych Połamańców.
Mam nadzieję na wyjęcie metalu jeszcze w tym roku, czyli w około 10 miesięcy po urazie. Na szczęście jakoś nie bardzo mnie to przeraża - jak zwykle optymizm zwycięża.
LillaKorn napisał(a):
Drogi Pawle. Każdemu z nas złamanie pokrzyżowało w sposób znaczny bieżące plany życiowe. Oczywistym jest, że skupiamy się na sobie, bo najważniejsze, żeby nóżka się zrosła. Ale patrzmy też, żeby nie rozsypało się nam się coś więcej poza nogą......pawel.zukowski napisał(a):
tak ze drogi Dobrodzeju podziwiam Twoj altruizm, empatie i to, ze w Twojej sytuacji w ogole Cie jeszcze przejmuje jaki to ma wplyw na rodzine, mimo tego, ze to nie oni, a Ty, chodza w jakiejs ortezie, ktora na zdjeciach wyglada jakby ta noge miala za zadanie urywac a nie stabilizowac.
Pamiętam, że na samym początku po urazie moja córka (jedynaczka, może dlatego), zaczęła być mocno zazdrosna o to, że moja gorsza połowa musi poświęcać mi więcej czasu. Porozmawialiśmy z naszą córką i chyba zrozumiała, że ta sytuacja jest wymuszona i chwilowa, bo ja nie znoszę, jak ktoś nade mną skacze. I chyba też zrozumiała, że nie zawsze ona musi być w centrum.
pawel.zukowski napisał(a):
hej, w piatek ni z tego ni z owego okazalo sie, ze potrafie biegac bez kul. co prawda tylko kawalek, bo uciekalem przed samochodem, ktory chcial mnie rozjechac, ale zawsze. niecale dwa miesiace po zlamaniu, przez sobote i niedziele noga spuchnieta, dzisiaj niby wszystko ok, ale gdzies z tylu glowy siedzi niepewnosc, czy cos sie tam w nodze nie posypalo. w tym tygodniu rtg i kontrola... na szczescie...
czy ktos z pretem srodszp. mial tak moze? bac sie czy nie?
Poważnie, nie ma się co bać na zapas, bo to tylko szkodzi zdrowiu i zmarszczek przybywa , noga tak łatwo się nie rozsypuje. 🙂 Ale nma pewno kontrola rozwieje wszystkie Twoje wątpliwości.
Polamana Kaska napisał(a):
Laseczki, jakie tam +10 i więcej 🙂.
Ostatnio na 3 centymetrach spędziłam dzionek (zrzucając zresztą buty w pracy) i przez dwa dni chodziłam obolała. Tym samym utwierdziłam się po raz kolejny, że obcasy to jednak wbrew naturze człowieka. No, ale czasem trzeba się przemęczyć. 🙂
LillaKorn napisał(a):
Marzenie o obcasach to taka chęć powrotu do normalności.Do tego co było i musi BYć!Polamana Kaska napisał(a):
Laseczki, jakie tam +10 i więcej 🙂.
Ostatnio na 3 centymetrach spędziłam dzionek (zrzucając zresztą buty w pracy) i przez dwa dni chodziłam obolała. Tym samym utwierdziłam się po raz kolejny, że obcasy to jednak wbrew naturze człowieka. No, ale czasem trzeba się przemęczyć. 🙂
LillaKorn napisał(a):
denoviro napisał(a):
Z przykrością stwierdzan że tak gdyż aby uzyskać zdolność do pracy musze mieć od lekarza zaświadczenie o zakończeniu leczenia a takowe otrzymam w przyszłym roku jak się zrośnie a mam czas do listopada bo komisje będe miał a ona mnie nie dopuści z dziurą w kości inaczej jest w cywilu nawet teraz za biurko moge usiąść.
Pisałeś parę stronek wyżej jakie masz warunki powrotu. Pomyślałam jednak, że może macie jakieś ośrodki szkoleniowe czy dydaktyczne, gdzie mógłbyś się zadekować do pełnego wyleczenia. Piszę tak bo mój kolega pracujący w analogicznej pracy w ten sposób rozwiązal podobny problem. Denoviro masz jakieś nowe zdjęcia poza tymi z czerwca?
Zdjęcia mam i wkleje je później w ogóle to mam dogadane co do pracy siedzącej staje na glowie żeby dograć wszystko ale to będzie ciężko Lilo mam prośbe i o ile masz ochotę to napisz do mnie na meila srebrny-bor77 albo może skeypa podasz to byśmy porozmawiali jak to było z tym znajomym był bym Ci bardzo wdzięczny chyba że nie masz ochoty jest to dla mnie bardzo ważne,a zdjęcia dziś wkleje.
Polamana Kaska napisał(a):
LillaKorn napisał(a):
pawel.zukowski napisał(a):
tak ze drogi Dobrodzeju podziwiam Twoj altruizm, empatie i to, ze w Twojej sytuacji w ogole Cie jeszcze przejmuje jaki to ma wplyw na rodzine, mimo tego, ze to nie oni, a Ty, chodza w jakiejs ortezie, ktora na zdjeciach wyglada jakby ta noge miala za zadanie urywac a nie stabilizowac.
Drogi Pawle. Każdemu z nas złamanie pokrzyżowało w sposób znaczny bieżące plany życiowe. Oczywistym jest, że skupiamy się na sobie, bo najważniejsze, żeby nóżka się zrosła. Ale patrzmy też, żeby nie rozsypało się nam się coś więcej poza nogą......
Exactly. Mnie też wydaje się, że taki "rodzinny" problem to świetny test na wytrzymałość każdego z nas. W końcu od czego mamy przyjaciół. 🙂
A propos testu to moja Rodzinka bliższa i dalsza na 6 z plusem, Ze znajomymi trochę gorzej. Większą aktywność wykazali Ci, którzy są dalszymi znajomymi. I tak wszystkich kocham.Brak aktywności u coniektórych tłumaczę przyśpieszeniem ich spraw prywatnych. Ostatnio rozczuliła mnie przyjaciółka, która aktualnie mieszka w Szwecji i wpadła do swojej rodzinki na kilkudniowy pobyt i znalazla chwilkę czasu aby nawiedzić połamanego człowieka!
Polamana Kaska napisał(a):
denoviro napisał(a):
Pisze po długiej przerwie ale nowe wieści po 6 miesiącach u mnie beznadzieja zrost opóźniony i w końcu trafiłem na ortopede który ma pojęcie zobaczył zdjęcia i opinia jego taka 2m-ce temu powinien być podany czynnik zrostu no i zanosi się że podobnie jak u Korela albo i dłużej u mnie jeszcze kość odstaje i coś o dłutowaniu przebąkiwał no i pozamiatane RENTKA mnie czeka.
A ten nowy orto- zapodał Ci czynnik zrostu? Lepiej późno niż późno...
Nie zapodadzą dopiero 16 października w szpitalu.
pawel.zukowski napisał(a):
siedemnascie miesiecy to poltora roku. poltora roku w gipsie na nodze?? te mielone skorupy od jajek tez mi ktos proponowal ale sie popukalem w glowe (sorry)marchewka napisał(a):
szczerze mówiąc to ja już w nic nie wierzę, jadłam tran, wit.c, mumio (jakiś specyfik rzekomo z himalajów a naprawdę z lublina), rexorubię i nawet jakieś mielone skorupy od jajek bo podobno pediatrzy dzieciom na kości dają bo jest super przyswajalne wapno, o normalnym wapnie nie wspominam, tudzież o galaretach, jogurtach, rosołach itd.
efekt jest taki,że 17 miesięcy od złamania strzałki 1x plus piszczeli 2x, mam zaawansowany zrost na strzałce, zaawansowany na piszczeli w jednym miejscu i jakieś 50% zrostu na piszczeli w drugim miejscu. czyli jakiś efekt jest, trudno ocenić co to spowodowało a co powoduje,że ten zrost nie dobiega końca.
do szczęścia brakuje mi jakieś 6-7cm zalanej szczeliny i jestem skłonna zjeść prawie wszystko, żeby to się stało...
pawel.zukowski napisał(a):
gdybym myslal o tym co 'przeze mnie' sie stalo albo nie stalo to chyba bym sie pocial juz dawno. wystarczy mi ze mam spier**lone CALE wakacje, przepadl mi prawie miesieczny wyjazd na Ukraine, swoje 30-te urodziny obchodzilem w stosunku do lat ubieglych bardzo, bardzo skromnie, nie pojechalem na koncerty, ktore planowalem, a wakacyjne zycie towarzyskie jest w gorzej niz oplakanym stanie. na dodatek polamalem sie w srodku sesji egzaminacyjnej, wiec na drugie terminy egzaminow bede musial dojezdzac do poznania z warszawy o - oczywiscie - o kulach, i to nie raz a byc moze dwa - trzy, bo profesorowie nie moga zgrac terminowDobrodziej napisał(a):
A smutno bo dzieciak na obozie w Jarosławcu, mieliśmy do niego dojechac, oprac, dowieśc pieniążki itp. I wszystko cały czas przeze mnie...
tak ze drogi Dobrodzeju podziwiam Twoj altruizm, empatie i to, ze w Twojej sytuacji w ogole Cie jeszcze przejmuje jaki to ma wplyw na rodzine, mimo tego, ze to nie oni, a Ty, chodza w jakiejs ortezie, ktora na zdjeciach wyglada jakby ta noge miala za zadanie urywac a nie stabilizowac.
denoviro napisał(a):
KORELKU wiem że ty miałeś czynnik zrostu podany kiedy go miałeś podanego bo nie bardzo pamiętam kiedy to było .
Wcześniej bo 4 m-ce od wypadku, dostałem wióra kostne z banku tkanek, ale to nic nie pomogło, gdzieś po prostu się ulotniły - szybko nie było po nich śladu. Dlatego dostałem tez te czynniki. Nie zawsze szpitale dysponują tymi czynnikami. Zawsze natomiast są w prywatnych klinikach - np. sport klinika w Żorach.
Może tobie pomogłyby też te wióra kostne, albo z banku tkanek, albo własne zeskrobane opera cyjnie z talerza biodrowego. Niestety to jest regularna operacja, więc wyłącza Cię też na jakiś czas 🙁
korel napisał(a):
Ja miałem podane czynniki zrostu teraz, w maju - 15 m-cy od pierwszej operacji. To wstrzykuje sie jak zastrzyk. Termin podania nie ma dla Ciebie większego znaczenia, mnie po prostu nie pomogło wcześniejsze leczenie, a poza tym po otwarciu nogi okazało się że gdzieś się przyczaił staw rzekomy, więc trzeba zadziałać.denoviro napisał(a):
KORELKU wiem że ty miałeś czynnik zrostu podany kiedy go miałeś podanego bo nie bardzo pamiętam kiedy to było .
Wcześniej bo 4 m-ce od wypadku, dostałem wióra kostne z banku tkanek, ale to nic nie pomogło, gdzieś po prostu się ulotniły - szybko nie było po nich śladu. Dlatego dostałem tez te czynniki. Nie zawsze szpitale dysponują tymi czynnikami. Zawsze natomiast są w prywatnych klinikach - np. sport klinika w Żorach.
Może tobie pomogłyby też te wióra kostne, albo z banku tkanek, albo własne zeskrobane opera cyjnie z talerza biodrowego. Niestety to jest regularna operacja, więc wyłącza Cię też na jakiś czas 🙁
jola64 napisał(a):
Czy ten czynnik zrostu to jest szpik kostny?,bo nie wiem.Ja miałam ostrzykanie szpikiem szczeliny złamania ale to nic nie dało i tak musieli mi przeszczep kości robić a to powazna i trudna operacja i cierpliwie czekam teraz na zrost,korel napisał(a):
Ja miałem podane czynniki zrostu teraz, w maju - 15 m-cy od pierwszej operacji. To wstrzykuje sie jak zastrzyk. Termin podania nie ma dla Ciebie większego znaczenia, mnie po prostu nie pomogło wcześniejsze leczenie, a poza tym po otwarciu nogi okazało się że gdzieś się przyczaił staw rzekomy, więc trzeba zadziałać.denoviro napisał(a):
KORELKU wiem że ty miałeś czynnik zrostu podany kiedy go miałeś podanego bo nie bardzo pamiętam kiedy to było .
Wcześniej bo 4 m-ce od wypadku, dostałem wióra kostne z banku tkanek, ale to nic nie pomogło, gdzieś po prostu się ulotniły - szybko nie było po nich śladu. Dlatego dostałem tez te czynniki. Nie zawsze szpitale dysponują tymi czynnikami. Zawsze natomiast są w prywatnych klinikach - np. sport klinika w Żorach.
Może tobie pomogłyby też te wióra kostne, albo z banku tkanek, albo własne zeskrobane opera cyjnie z talerza biodrowego. Niestety to jest regularna operacja, więc wyłącza Cię też na jakiś czas 🙁
alawpr napisał(a):
Czynnik zrostu jest z krwi.Pobierają krew jak do zwykłego badania,poddają ją odwirowaniu i taki ,,koncentrat'' wstrzykują.jola64 napisał(a):
Czy ten czynnik zrostu to jest szpik kostny?,bo nie wiem.Ja miałam ostrzykanie szpikiem szczeliny złamania ale to nic nie dało i tak musieli mi przeszczep kości robić a to powazna i trudna operacja i cierpliwie czekam teraz na zrost,korel napisał(a):
Ja miałem podane czynniki zrostu teraz, w maju - 15 m-cy od pierwszej operacji. To wstrzykuje sie jak zastrzyk. Termin podania nie ma dla Ciebie większego znaczenia, mnie po prostu nie pomogło wcześniejsze leczenie, a poza tym po otwarciu nogi okazało się że gdzieś się przyczaił staw rzekomy, więc trzeba zadziałać.
Wcześniej bo 4 m-ce od wypadku, dostałem wióra kostne z banku tkanek, ale to nic nie pomogło, gdzieś po prostu się ulotniły - szybko nie było po nich śladu. Dlatego dostałem tez te czynniki. Nie zawsze szpitale dysponują tymi czynnikami. Zawsze natomiast są w prywatnych klinikach - np. sport klinika w Żorach.
Może tobie pomogłyby też te wióra kostne, albo z banku tkanek, albo własne zeskrobane opera cyjnie z talerza biodrowego. Niestety to jest regularna operacja, więc wyłącza Cię też na jakiś czas 🙁
A to że pół szklanki krwi muszą utoczyć to fakt, ale wraca to z powrotem do Ciebie, tyle że jako "koncentrat" 🙂
Tifi12 napisał(a):
Masz racje ja sie troszke wygrzewałam na słoneczku;)
A na plaży słonko parzy!
alawpr napisał(a):
O plaży mogę zapomniec.Nie widzę siebie na plaży z kuśtykiem o kulach.Aż mnie ściska z zazdrości.Ale następne lato MOJE.Teraz nadrabiam zaległości książkowe.
Z mojej strony pobyt na plaży to też nadużycie. Poprostu spaceruję z patykami bulwarem w pobliżu plaży i jestem prawie jak na plaży!
alawpr napisał(a):
jezu jak ja ci zazdroszczę Lilka tych spacerów.U mnie spacer to chodzenie po ogródku bo na dłuższą mete nie da rady ,tak mnie rwie biodro i pachwina. Czekam z utęsknieniem na krótki gips,już nie mówiąc o całkowitym zdjęciu.
Jest na co czekać od razu poczujesz, że żyjesz. Ja gips nosiłam 4 m-ce (2 długi ciężki, 1 lekki ponad kolano i 1 lekki do kolan). Najgorsze były dwa pierwsze miesiące. Zbieglo się to z okresem bólu i zimowych miesięcy gdzie nie moglam nawet "wykicać" na ławeczkę. Z chwilą założenia mi gipsu lekkiego mogłam z asystą wychodzić tj. mąż podwoził mnie na ławkę przy bulwarze i mogłam pooglądać ludzi, czasem wybieraliśmy się na zakupy. Oj popłynęłam wtedy z forsiakami. Alawpr czekaj cierpliwie na słoneczko, które Ci kiedyś zaświeci!
pol27 napisał(a):
Hejka Byłem u lekarza bede zyl jedynie powiedzial ze rehabilitacja mi pomorze wrocic do dobrej kondycji a tu terminow brak wiec Pan doktor dal mi zestaw cwiczen do domku i bede sam cwiczyc bo juz mnie nie stac prywatnie aby sie leczyc rehabilitacyjnie /Zrost mam caly ale ze caly czas mam jakis uraz aby chodzic o calosci nogi kosc moze byc krucha i jak bede chodzil duzo itp to powinna sie wzmocnic .Wiec tyle sie dowiedzialem jedynie.Mam zanik starszny miesnia czworoglowego ale skad to nei wiem bo przecisz caly czas sie rehabilitaowalem az 6 cm ....Pozdrawiam
pol27 parę postów wyżej sugerowaleś, że podczas wyciągania złomu naruszono Twój zrost. powiedz mi jak do powyższego odniosł się pan doktor?
LillaKorn napisał(a):
pol27 napisał(a):
Hejka Byłem u lekarza bede zyl jedynie powiedzial ze rehabilitacja mi pomorze wrocic do dobrej kondycji a tu terminow brak wiec Pan doktor dal mi zestaw cwiczen do domku i bede sam cwiczyc bo juz mnie nie stac prywatnie aby sie leczyc rehabilitacyjnie /Zrost mam caly ale ze caly czas mam jakis uraz aby chodzic o calosci nogi kosc moze byc krucha i jak bede chodzil duzo itp to powinna sie wzmocnic .Wiec tyle sie dowiedzialem jedynie.Mam zanik starszny miesnia czworoglowego ale skad to nei wiem bo przecisz caly czas sie rehabilitaowalem az 6 cm ....Pozdrawiam
pol27 parę postów wyżej sugerowaleś, że podczas wyciągania złomu naruszono Twój zrost. powiedz mi jak do powyższego odniosł się pan doktor?
na ten temat powiedział ze może żle zdjecie zrobili i zasugerowal ze jesli by to tak było to noga mi by bardziej sluchla .Zapytałem sie a On nie odpwoiedział mi jednoznacznie.Tylko niema Pan spuchnietej nogi jak bania to czyli zrost jest i tyle jego/
Hej!!! Opiszę wam swój express, ku pokrzepieniu serc.
Skrótowo. 2 V złamanie wieloodłamowe nasady dalszej piszczeli i strzałki. Gips po 103 dniach obcięty pod kolano, tydzień temu zamieniony na ortezę. Dziś 115 dzień od złamania.
Kolano rozruszałem siedząc na huśtawce ogrodowej. Chora noga na ziemię i bujanie do granicy bólu. Uzyskałem już kąt ponad 90 stopni zgięcia.
Piszczel nie zrastała się gdyż strzałka sprężynowała nie pozwalając odłamom kości docisnąc się do siebie. W długim gipsie miałem nogę zgiętą w kolanie i stopę przekrzywioną do wewnątrz. Nie dawało się chodzic. Teraz zacząłem. Złamane miejsce na strzałce wystawało mi około pół centymetra od osi. Trzy cztery dni z gorączką i cholernym bólem, ąle twardo chodziłem o dwóch kulach aż wepchnąłem kośc na swoje miejsce. Obecnie z trudem wyczuwam dotykiem miejsce złamania.
Kolejny etap, rozpoczęcie chodzenia na chorej nodze. Najpierw ściągnąłem gumowy kapsel z jednej kuli, żeby wymusic na sobie błędy, poślizg - mocniejsze stąpnięcie. Potem znalazłem równy kawałek chodnika przy murze. Zacząłem po nim chodzic przy chorej nodze trzymając kulę odwróconą, jak laskę. Następnie wziąłem zamiast tej chorej kuli długi kij, taki jak od szczotki i łaziłem z nim starając się oddalac jak najbardziej od chorej nogi. Kiedy udawało mi się już iśc z jedną kulą i tym kijem trzymanym w ręce wyprostowanej do poziomu zacząłem następne cwiczenie. Kula w jednej ręce przy zdrowej nodze, ręka od chorej nogi oparta o mur i marsz. Opanowawszy i to ruszyłem o jednej kuli. Szuram, jęczę, ale bardziej ze strachu niż z bólu, bo nie boli.
Na staw skokowy nie mam zgody lekarza to go nie ruszam. Kostka jest spuchnięta, ale stopa też powoli wraca na swoje miejsce.
Ortezę zdejmuję do snu. Złamane miejsca na noc okładam żywokostem na bogato. Teraz siedzę na fotelu w normalnej pozycji nie czując większego dyskomfortu. Noga nie puchnie, tylko jak zdejmę ortezę i skaczę po domu trzymając ją w górze, zgiętą, wtedy trochę sinieje.
Jutro idę do pracy, na przyuczenie do nowego stanowiska, siedząca pozycja za biurkiem.
Jak na tydzień to dla mnie jest kosmos. Okupiłem to dużym wysiłkiem, bólem i strachem, ale jestem z siebie dumny. Teraz mam stres przed nową pracą, czy sobie poradzę, ale co tam, jak się zmaślę to i tak jestem na zwolnieniu.
Do jutra! Pa pa...
Dobrodziej napisał(a):
Hej!!! Opiszę wam swój express, ku pokrzepieniu serc.
Skrótowo. 2 V złamanie wieloodłamowe nasady dalszej piszczeli i strzałki. Gips po 103 dniach obcięty pod kolano, tydzień temu zamieniony na ortezę. Dziś 115 dzień od złamania.
Kolano rozruszałem siedząc na huśtawce ogrodowej. Chora noga na ziemię i bujanie do granicy bólu. Uzyskałem już kąt ponad 90 stopni zgięcia.
Piszczel nie zrastała się gdyż strzałka sprężynowała nie pozwalając odłamom kości docisnąc się do siebie. W długim gipsie miałem nogę zgiętą w kolanie i stopę przekrzywioną do wewnątrz. Nie dawało się chodzic. Teraz zacząłem. Złamane miejsce na strzałce wystawało mi około pół centymetra od osi. Trzy cztery dni z gorączką i cholernym bólem, ąle twardo chodziłem o dwóch kulach aż wepchnąłem kośc na swoje miejsce. Obecnie z trudem wyczuwam dotykiem miejsce złamania.
Kolejny etap, rozpoczęcie chodzenia na chorej nodze. Najpierw ściągnąłem gumowy kapsel z jednej kuli, żeby wymusic na sobie błędy, poślizg - mocniejsze stąpnięcie. Potem znalazłem równy kawałek chodnika przy murze. Zacząłem po nim chodzic przy chorej nodze trzymając kulę odwróconą, jak laskę. Następnie wziąłem zamiast tej chorej kuli długi kij, taki jak od szczotki i łaziłem z nim starając się oddalac jak najbardziej od chorej nogi. Kiedy udawało mi się już iśc z jedną kulą i tym kijem trzymanym w ręce wyprostowanej do poziomu zacząłem następne cwiczenie. Kula w jednej ręce przy zdrowej nodze, ręka od chorej nogi oparta o mur i marsz. Opanowawszy i to ruszyłem o jednej kuli. Szuram, jęczę, ale bardziej ze strachu niż z bólu, bo nie boli.
Na staw skokowy nie mam zgody lekarza to go nie ruszam. Kostka jest spuchnięta, ale stopa też powoli wraca na swoje miejsce.
Ortezę zdejmuję do snu. Złamane miejsca na noc okładam żywokostem na bogato. Teraz siedzę na fotelu w normalnej pozycji nie czując większego dyskomfortu. Noga nie puchnie, tylko jak zdejmę ortezę i skaczę po domu trzymając ją w górze, zgiętą, wtedy trochę sinieje.
Jutro idę do pracy, na przyuczenie do nowego stanowiska, siedząca pozycja za biurkiem.
Jak na tydzień to dla mnie jest kosmos. Okupiłem to dużym wysiłkiem, bólem i strachem, ale jestem z siebie dumny. Teraz mam stres przed nową pracą, czy sobie poradzę, ale co tam, jak się zmaślę to i tak jestem na zwolnieniu.
Do jutra! Pa pa...
Napisz, jak pierwszy dzień w pracy.