alawpr napisał(a):
witch napisał(a):
Albwik napisał(a):
Ja już jutro mam wizytę kontrolną, ale jakoś się nie ciesze. Po pierwsze będę musiał być znoszony na krześle, bo to 4 piętro. Mój lekarz był nadopiekuńczy i kazał mi leżeć 3 tygi w łóżku. Mogłem tylko siadać i nogę trenować. Teraz już czuje się znakomicie, choć jeszcze chodzę o balkoniku, ale mam nadzieje że od jutra już kule. Gdyby nie to 4 piętro mógłbym sobie wychodzić na świeże powietrze... Trzymajcie jutro za mnie kciuki jak możecie 🙂
Ja również mieszkam na 4 piętrze. Na pierwszą wizytę do lekarza zeszłam w 8 dniu po operacji. Schodziłam od początku sama (długi gips) zaś dwa pierwsze podejścia były z pomocą męża tzn. wchodziłam do 2 piętra a dalej już wnosił mnie na rękach mąż. Od 3 tyg po operacji schody w jedną i drugą stronę pokonuję o własnych siłach. Z różnym efektem końcowym ale mam satysfakcję, że robię to bez pomocy. Nie wyobrażam sobie, że fakt mieszkania na 4 piętrze mógł mnie pozbawić wychodzenia na spacery. Kosztowało to wiele wysiłku ale jak już usiadłam na wózku a słońce przygrzało - czułam, że warto było. I długo tak jeszcze będzie, chociaż teraz juz pokonuję ten OS bez gipsu 🙂
To jesteś wielka!! U mnie najwiekszym problemem po pierwszych 6 tyg lezenia,gdy mogłam zacząc poruszac sie o kulach była umiejetnosc opanowania tej sztuki.Miałam takie zawroty głowy jak przy błedniku.Wydawało mi śię że mam ze dwa metry wzrostu ,lub łażę na szczudłach.Odstawiałam na poczatku jakies skakańce przy majmniejszym progu.I dziekowałam opatrzności że nasz dom nie posiada żadnych schodów.Więc bardzo cię podziwiam.Dzielna dziewczyna!!
Początkowe "spacery" po schodach wymusiły moje wizyty u lekarzy z powodu strasznego bólu pięty. A później jak stwierdziłam, że są gorsze problemy związane ze złamaniem to 2 razy w tygodniu schodziłam już tylko po to aby zaczerpnąć witaminy D i nie zapomnieć jak wyglądają wystawy sklepowe 🙂