alawpr napisał(a):
Po ciszy na forum,widac że kazdy jakos czuje sie lepiej i powraca do zycia. I bardzo dobrze 😉
Poza tym w weekendy, gdy wszyscy są w domu, łatwiej oderwać się od komputera i tematu "noga".
Założył master_44, 28 marca 2007 · 429 106 wyświetleń · strona 760 z 977
alawpr napisał(a):
Po ciszy na forum,widac że kazdy jakos czuje sie lepiej i powraca do zycia. I bardzo dobrze 😉
Poza tym w weekendy, gdy wszyscy są w domu, łatwiej oderwać się od komputera i tematu "noga".
alawpr napisał(a):
Aurora u mnie po 7 miesiacach wywiozą mnie na wózku na bank ,bo dostane delirium jak nic.
To już niedługo 🙂 Ćwicz pilnie i wzmacniaj mięśnie przed tą chwilą!!!
edziag napisał(a):
Aurora napisał(a):
Edziag, super, że możesz już obciążać nogę! Z autem popróbuj najpierw na placyku, podejrzewam, że szybciej zaczniesz dobrze jeździć niż chodzić na tę nogę. Powodzenia! A kto zacz, ten Hawkins i jaką wymyślił, czy też miał linię - nie wiem.
dzisiaj wieczorem wsiadam do samochodu i ..... zobaczymy, zdam wam jutro relację... czy samochód i ja przetrwaliśmy cało tę próbę.
Ja właśnie wróciłam z pierwszej jazdy od ponad 4 miesięcy. Samochód cały, mąż przeżył a mój staw okazał się miłośnikiem motoryzacji. Faktycznie lepiej wychodzi mi obsługa pedałów niż chodzenie. W związku z zaliczonym egzaminem od jutra kończy się etap uzależnienia od rodziny. Jeden mankament to dojście na parking, które póki co zajmuje mi sporo czasu ale przecież nigdzie mi się nie spieszy 🙂
alawpr napisał(a):
Po ciszy na forum,widac że kazdy jakos czuje sie lepiej i powraca do zycia. I bardzo dobrze 😉
A ja pochwalę się. Może to nic wielkiego, ale dla mnie to ...........................Byłam wczoraj w kinie-dzieci mnie nakusiły. Oni mieli obiecane kino już dawno i stwierdzili, że ja też mogę. Na początku miałam obiekcje, ale mnie przekonali i spędziłam super popołudnie i wieczór. Ale potem byłam tak zmęczona( no kurde- po czym??? po przyjemności???), że nie wiem jak to jest jak się zaczyna pracę. Lilla jakie były Twoje odczucia-Ty też byłaś zmęczona? No i nie wspomnę o bólu nogi, wieczorem dał się porządnie we znaki, bo po kinie był jeszcze Mc Donalds. Ale nie żałuję, było super!!!!!
witch napisał(a):
edziag napisał(a):
Aurora napisał(a):
Edziag, super, że możesz już obciążać nogę! Z autem popróbuj najpierw na placyku, podejrzewam, że szybciej zaczniesz dobrze jeździć niż chodzić na tę nogę. Powodzenia! A kto zacz, ten Hawkins i jaką wymyślił, czy też miał linię - nie wiem.
dzisiaj wieczorem wsiadam do samochodu i ..... zobaczymy, zdam wam jutro relację... czy samochód i ja przetrwaliśmy cało tę próbę.
Ja właśnie wróciłam z pierwszej jazdy od ponad 4 miesięcy. Samochód cały, mąż przeżył a mój staw okazał się miłośnikiem motoryzacji. Faktycznie lepiej wychodzi mi obsługa pedałów niż chodzenie. W związku z zaliczonym egzaminem od jutra kończy się etap uzależnienia od rodziny. Jeden mankament to dojście na parking, które póki co zajmuje mi sporo czasu ale przecież nigdzie mi się nie spieszy 🙂
To wspaniale!!! Moim zdaniem to raczej kwestia wyczucia jak należy teraz naciskać pedały, niż bólu, itp. Dobrze, że się odważyłaś!!!! A te jazdy to też dobre ćwiczenie jest !!!
edziag napisał(a):
kule wkurzają mnie na maxa a najbardziej to że jak bym ich nie oparła za 5 sekund lądują z wielkim hukiem na podłodze bez względu na to gdzie jestem wzbudza to ogólną sensację wrrrrrr...
Aurora napisał(a):
alawpr napisał(a):
Tarapat , mi lekarz powiedział ,ze ile noga uwięziona w gipsie tyle trwa rehabilitacja do stanu przed. Ciekawa jestem tego bardzo czy ma racje?
Oby miał rację!!! Ale przeważnie jest tak, że trwa to dwa, trzy razy dłużej niż unieruchomienie. Taka jest podobno reguła. Potem należy zacząć się niepokoić.
Aurora a nie wiesz jak to jest z nami zaśrubowanymi, bo my przecież bez gipsu, ale też pourazowe jesteśmy??? Może coś słyszałaś, bo to co rzekł mi doktor ( że powrót do sprawności trwa 6-9 miesięcy), to tylko zarys. No i czy ten powrót to pełna sprawność-jak sprzed złamania??? Tego to pewnie nikt nie wie?????
jasmar napisał(a):
alawpr napisał(a):
Po ciszy na forum,widac że kazdy jakos czuje sie lepiej i powraca do zycia. I bardzo dobrze 😉
A ja pochwalę się. Może to nic wielkiego, ale dla mnie to ...........................Byłam wczoraj w kinie-dzieci mnie nakusiły. Oni mieli obiecane kino już dawno i stwierdzili, że ja też mogę. Na początku miałam obiekcje, ale mnie przekonali i spędziłam super popołudnie i wieczór. Ale potem byłam tak zmęczona( no kurde- po czym??? po przyjemności???), że nie wiem jak to jest jak się zaczyna pracę. Lilla jakie były Twoje odczucia-Ty też byłaś zmęczona? No i nie wspomnę o bólu nogi, wieczorem dał się porządnie we znaki, bo po kinie był jeszcze Mc Donalds. Ale nie żałuję, było super!!!!!
Fajnie, tak trzymać, ja dziś na basenie byłam ale w roli widza i żeby zrobić zwiady. Nie zabrałam kostiumu i to był mój błąd bo teraz wiem, że dałabym radę ale chciałam najpierw zobaczyć jak tam jest, ocenić pod kątem moich ograniczeń. A do basenu wchodzi się po normalnych schodach (nie drabince), jest wygodna poręcz, a w wodzie różne bajery: masaże, itp. Z zadrością patrzyłam na innych, no ale cóż, następnym razem basen mój!!!
Aurora napisał(a):
ja dziś na basenie byłam ale w roli widza i żeby zrobić zwiady. Nie zabrałam kostiumu i to był mój błąd bo teraz wiem, że dałabym radę ale chciałam najpierw zobaczyć jak tam jest, ocenić pod kątem moich ograniczeń. A do basenu wchodzi się po normalnych schodach (nie drabince), jest wygodna poręcz, a w wodzie różne bajery: masaże, itp. Z zadrością patrzyłam na innych, no ale cóż, następnym razem basen mój!!!
To super odważna kobieto. To co robisz dodaje mi sił i biorę przykład z Was. Może i ja w grudniu odważę się na basen???
witch napisał(a):
Aurora najlepszym ćwiczeniem jest zejście, wejścia na 4 piętro i dojście o jednej kuli na parking a to ok 1 km. Ale jazda była naprawdę super. Chyba już dawno z niczego się tak nie cieszyłam jak z pokonania kilku skrzyżowań bez najechania komuś na kuper 🙂
No właśnie przeczytałam, że 1 kuli używasz. Ale odległość na parking imponująca. Już masz u mnie medal nie za jazdy ale za to przejście 1 km.
jasmar napisał(a):
Aurora napisał(a):
alawpr napisał(a):
Tarapat , mi lekarz powiedział ,ze ile noga uwięziona w gipsie tyle trwa rehabilitacja do stanu przed. Ciekawa jestem tego bardzo czy ma racje?
Oby miał rację!!! Ale przeważnie jest tak, że trwa to dwa, trzy razy dłużej niż unieruchomienie. Taka jest podobno reguła. Potem należy zacząć się niepokoić.
Aurora a nie wiesz jak to jest z nami zaśrubowanymi, bo my przecież bez gipsu, ale też pourazowe jesteśmy??? Może coś słyszałaś, bo to co rzekł mi doktor ( że powrót do sprawności trwa 6-9 miesięcy), to tylko zarys. No i czy ten powrót to pełna sprawność-jak sprzed złamania??? Tego to pewnie nikt nie wie?????
Mnie się wydaje, że nie chodzi stricte o gips, ale o unieruchomienie samej nogi bo co z tego, że nie miałam gipsu, jak w ogóle tej nogi nie używałam, nie ruszałam nią i strasznie chuda się zrobiła i słaba. Ja mój czas powrotu liczę od momentu gdy pozwolono mi ją całkowicie obciążać. Ale to moja wersja.
jasmar napisał(a):
O rany Witch właśnie przeczytałam, że się zmotoryzowałaś. WIELKIE gratulacje!!!!!!!! Ja już też o tym marzę. Jeszcze tydzień(tak zalecał chirurg, aby nie nadwyrężyć brzucha) i mam nadzieję też jeździć. Nie tylko autem, bo rowerek rdzewieje. Bo wielkiej kłótni kto kiedy ma jeździć z dzieci zapał minął i tylko nieliczni go dosiadają(czyt. mąż i najstarszy syn)
Aurora napisał(a):
No właśnie, jak Ty to zrobiłaś, bo ja przysiadu nie potrafię zrobić normalnego?!
Ja kucnęłam tylko na jednej nodze, druga podpierała się bardzo lekko palcami. Tak jakoś się zapomniałam, ale już teraz będę pamiętać, że to masakra-ból kolana- teoretycznie zdrowego.
witch napisał(a):
Aurora najlepszym ćwiczeniem jest zejście, wejścia na 4 piętro i dojście o jednej kuli na parking a to ok 1 km. Ale jazda była naprawdę super. Chyba już dawno z niczego się tak nie cieszyłam jak z pokonania kilku skrzyżowań bez najechania komuś na kuper 🙂
Rozumiem, też kiedyś pisałam, że najgorsze były dla mnie schody i samo chodzenie. Obecine po schodach wchodzę normalnie (ale trzymam się poręczy), a schodzę dostawiając nogę.
Aurora napisał(a):
alawpr napisał(a):
Dla mnie może byc i x3, aby tylko ta sprawnośc wróciła do stanu przed 😉
Popieram!!!
Czasami boję się że to nie nastąpi i już na zawsze ta noga będzie gorsza
Aurora napisał(a):
Mnie się wydaje, że nie chodzi stricte o gips, ale o unieruchomienie samej nogi bo co z tego, że nie miałam gipsu, jak w ogóle tej nogi nie używałam, nie ruszałam nią i strasznie chuda się zrobiła i słaba. Ja mój czas powrotu liczę od momentu gdy pozwolono mi ją całkowicie obciążać. Ale to moja wersja.
Czyli mój się jeszcze nie zaczął.............. o mamuniu....... kiedy to nastąpi. Liczę na magię daty 3 grudnia.
edziag napisał(a):
uffff jak się nie odzywam to się nie odzywam ale jak już zacznę to skończyć nie umiem 😉 od przyszłego tyg zaczynam prywatnie rehabilitację, ciekawe co mi wymyślą, powiedzcie co mam zrobić z tym skierowanie bo głupia jestem i nie wiem.
jasmar napisał(a):
Witch czy Ty na parking zasuwasz już bez kul???? Bo Aurora o ile dobrze pamiętam chodzi już bez. A może coś pokręciłam?????
Chodzę bez kul, ale na dwór na krótkie dystanse zabieram jedną (często nie korzystam, tylko ją trzymam uniesioną do góry), a na długie dystanse to nawet dwie. Po prostu czuję się pewniej, to jest taki mój znak ostrzegawczy: uwaga, nie wejdź we mnie bo mogę się nie utrzymać na nogach (a już w markecie to obowiązkowo z dwiema, bo ludzie jak te błędne owce chodzą i się ich boję).
Aurora napisał(a):
witch napisał(a):
Aurora najlepszym ćwiczeniem jest zejście, wejścia na 4 piętro i dojście o jednej kuli na parking a to ok 1 km. Ale jazda była naprawdę super. Chyba już dawno z niczego się tak nie cieszyłam jak z pokonania kilku skrzyżowań bez najechania komuś na kuper 🙂
Rozumiem, też kiedyś pisałam, że najgorsze były dla mnie schody i samo chodzenie. Obecine po schodach wchodzę normalnie (ale trzymam się poręczy), a schodzę dostawiając nogę.
Z wchodzeniem nie mam najmniejszego problemu. Wchodzę tak jak opisujesz - bez kuli, trzymając się tylko poręczy ale idzie mi to sprawnie i bezboleśnie. Schodzę z jedną kulą i trzymając się poręczy. Nie dostawiam nogi do nogi,staram się schodzić normalnie (przemiennie) trwa to jednak długo i strasznie się pocę przy tej czynności ale idę. Wolę dłużej schodzić i bardziej się umęczyć ale niech ta zołza uczy się od początku poprawnego chodu 🙂
jasmar napisał(a):
Witch co to znaczy "obsłużyłam sama" bo ja w kuchni to zrobię wszystko-no prawie wszystko, ale zanieść to do pokoju to nie mam szans-ręce zajęte przez te przebrzydłe kule.
Ano to co piszesz. Z uporem osła twierdziłam, że sama wszystko zaniosę do stołu i wbrew zakazom męża to zrobiłam. W domu chodzę już bez kul i jak zauważyła koleżanka - nie ciągnę już nogi obok ciała tylko stawiam ją do przodu. Jakieś tam postępy robię, które obce osoby szybciej zauważają.
jasmar napisał(a):
Aurora napisał(a):
Mnie się wydaje, że nie chodzi stricte o gips, ale o unieruchomienie samej nogi bo co z tego, że nie miałam gipsu, jak w ogóle tej nogi nie używałam, nie ruszałam nią i strasznie chuda się zrobiła i słaba. Ja mój czas powrotu liczę od momentu gdy pozwolono mi ją całkowicie obciążać. Ale to moja wersja.
Czyli mój się jeszcze nie zaczął.............. o mamuniu....... kiedy to nastąpi. Liczę na magię daty 3 grudnia.
U mnie była taka specyficzna sytuacja, że nie kazano mi nic z nogą robić (tylko ruszać palcami), a po 3 miesiącach poszłam do innego lekarza i on nakazał mi natychmiast na maksa obciążać nogę, więc nie było w międzyczasie żadnego rozruchu, ćwiczeń, itp. Dlatego ja mój czas liczę od 3 września.
witch napisał(a):
Aurora napisał(a):
witch napisał(a):
Aurora najlepszym ćwiczeniem jest zejście, wejścia na 4 piętro i dojście o jednej kuli na parking a to ok 1 km. Ale jazda była naprawdę super. Chyba już dawno z niczego się tak nie cieszyłam jak z pokonania kilku skrzyżowań bez najechania komuś na kuper 🙂
Rozumiem, też kiedyś pisałam, że najgorsze były dla mnie schody i samo chodzenie. Obecine po schodach wchodzę normalnie (ale trzymam się poręczy), a schodzę dostawiając nogę.
Z wchodzeniem nie mam najmniejszego problemu. Wchodzę tak jak opisujesz - bez kuli, trzymając się tylko poręczy ale idzie mi to sprawnie i bezboleśnie. Schodzę z jedną kulą i trzymając się poręczy. Nie dostawiam nogi do nogi,staram się schodzić normalnie (przemiennie) trwa to jednak długo i strasznie się pocę przy tej czynności ale idę. Wolę dłużej schodzić i bardziej się umęczyć ale niech ta zołza uczy się od początku poprawnego chodu 🙂
Jak to czytam to zazdroszczę i mam nadzieję, ze za miesiąc będę też na takim etapie co Wy. Mnie problem jeszcze sprawia obuwie-tzn wcisnęłam się w jakieś stare kozaki-na płaskim, zamek z boku i wiązanie z przodu, które poluzowałam na maxa. ale i tak było mi już potem źle w tych butach. Też tak macie czy tylko moja noga taka felerna???
witch napisał(a):
Aurora napisał(a):
witch napisał(a):
Aurora najlepszym ćwiczeniem jest zejście, wejścia na 4 piętro i dojście o jednej kuli na parking a to ok 1 km. Ale jazda była naprawdę super. Chyba już dawno z niczego się tak nie cieszyłam jak z pokonania kilku skrzyżowań bez najechania komuś na kuper 🙂
Rozumiem, też kiedyś pisałam, że najgorsze były dla mnie schody i samo chodzenie. Obecine po schodach wchodzę normalnie (ale trzymam się poręczy), a schodzę dostawiając nogę.
Z wchodzeniem nie mam najmniejszego problemu. Wchodzę tak jak opisujesz - bez kuli, trzymając się tylko poręczy ale idzie mi to sprawnie i bezboleśnie. Schodzę z jedną kulą i trzymając się poręczy. Nie dostawiam nogi do nogi,staram się schodzić normalnie (przemiennie) trwa to jednak długo i strasznie się pocę przy tej czynności ale idę. Wolę dłużej schodzić i bardziej się umęczyć ale niech ta zołza uczy się od początku poprawnego chodu 🙂
W takim razie może i ja tak spróbuję. Od jutra zaczynam ćwiczyć normalne schodzenie.
witch napisał(a):
jasmar napisał(a):
Witch co to znaczy "obsłużyłam sama" bo ja w kuchni to zrobię wszystko-no prawie wszystko, ale zanieść to do pokoju to nie mam szans-ręce zajęte przez te przebrzydłe kule.
Ano to co piszesz. Z uporem osła twierdziłam, że sama wszystko zaniosę do stołu i wbrew zakazom męża to zrobiłam. W domu chodzę już bez kul i jak zauważyła koleżanka - nie ciągnę już nogi obok ciała tylko stawiam ją do przodu. Jakieś tam postępy robię, które obce osoby szybciej zauważają.
Kurczę jesteś 11 dni przede mną a ja jeszcze z dwoma zasuwam. wiem żeby nie porównywać ale jednak........................