jasmar napisał(a):
witch napisał(a):
Aurora napisał(a):
Rozumiem, też kiedyś pisałam, że najgorsze były dla mnie schody i samo chodzenie. Obecine po schodach wchodzę normalnie (ale trzymam się poręczy), a schodzę dostawiając nogę.
Z wchodzeniem nie mam najmniejszego problemu. Wchodzę tak jak opisujesz - bez kuli, trzymając się tylko poręczy ale idzie mi to sprawnie i bezboleśnie. Schodzę z jedną kulą i trzymając się poręczy. Nie dostawiam nogi do nogi,staram się schodzić normalnie (przemiennie) trwa to jednak długo i strasznie się pocę przy tej czynności ale idę. Wolę dłużej schodzić i bardziej się umęczyć ale niech ta zołza uczy się od początku poprawnego chodu 🙂
Jak to czytam to zazdroszczę i mam nadzieję, ze za miesiąc będę też na takim etapie co Wy. Mnie problem jeszcze sprawia obuwie-tzn wcisnęłam się w jakieś stare kozaki-na płaskim, zamek z boku i wiązanie z przodu, które poluzowałam na maxa. ale i tak było mi już potem źle w tych butach. Też tak macie czy tylko moja noga taka felerna???
Kozaki nie wchodzą i nie przez opuchliznę, tylko są dość wąskie (choć też na zamek), a ja nie potrafię, jakby to powiedzieć, wpełznąć w nie stopą. Po prostu musiałaby być bardziej ruchoma, żebym je wciągnęła. Na razie chodzę w adidasach.