Złamanie nogi - rehabilitacja

Założył master_44, 28 marca 2007 · 429 106 wyświetleń · strona 761 z 977

Aurora

jasmar napisał(a):

witch napisał(a):

Aurora napisał(a):

Rozumiem, też kiedyś pisałam, że najgorsze były dla mnie schody i samo chodzenie. Obecine po schodach wchodzę normalnie (ale trzymam się poręczy), a schodzę dostawiając nogę.

Z wchodzeniem nie mam najmniejszego problemu. Wchodzę tak jak opisujesz - bez kuli, trzymając się tylko poręczy ale idzie mi to sprawnie i bezboleśnie. Schodzę z jedną kulą i trzymając się poręczy. Nie dostawiam nogi do nogi,staram się schodzić normalnie (przemiennie) trwa to jednak długo i strasznie się pocę przy tej czynności ale idę. Wolę dłużej schodzić i bardziej się umęczyć ale niech ta zołza uczy się od początku poprawnego chodu 🙂

Jak to czytam to zazdroszczę i mam nadzieję, ze za miesiąc będę też na takim etapie co Wy. Mnie problem jeszcze sprawia obuwie-tzn wcisnęłam się w jakieś stare kozaki-na płaskim, zamek z boku i wiązanie z przodu, które poluzowałam na maxa. ale i tak było mi już potem źle w tych butach. Też tak macie czy tylko moja noga taka felerna???

Kozaki nie wchodzą i nie przez opuchliznę, tylko są dość wąskie (choć też na zamek), a ja nie potrafię, jakby to powiedzieć, wpełznąć w nie stopą. Po prostu musiałaby być bardziej ruchoma, żebym je wciągnęła. Na razie chodzę w adidasach.

LillaKorn

witch napisał(a):

Może dla lepszego samopoczucia zapomnij, że to kule ale wyobrażaj sobie że to kijki do nordic walking 🙂 a Ty doginasz z nimi dla zdrowotności.
Przyjdzie czas, że stopniowo najpierw jeden potem drugiej podziękujesz za "pomoc". Już niedługo.

"Przyjażniłam" się ze swoimi kulami ponad 9 m-cy! Dlatego nikt mnie do końca życia nie namówi na nordic walking.
witch

jasmar napisał(a):

Jak to czytam to zazdroszczę i mam nadzieję, ze za miesiąc będę też na takim etapie co Wy. Mnie problem jeszcze sprawia obuwie-tzn wcisnęłam się w jakieś stare kozaki-na płaskim, zamek z boku i wiązanie z przodu, które poluzowałam na maxa. ale i tak było mi już potem źle w tych butach. Też tak macie czy tylko moja noga taka felerna???

Jasmar z butami bywa różnie. W Wszystkich Świętych myślałam, że wcale nie pójdę na cmentarz bo noga nie mieściła się w żaden but. Napuchła. W końcu wcisnęłam ją jakoś w botki ale palce dotykały podeszwy a pięta "utknęła" na początku krótkiej cholewki. Czyli but był pusty noga zaś tylko w cholewce. I musiałam być zawieziona wózkiem bo nie dało stanąć na nogę w takim ułożeniu w bucie. Kozaki mam jedne z suwakiem (dopiero w piątek je dosunęłam) i 2 pary wkładane z dość szeroką cholewką. Jakoś idzie je jakoś nałożyć ale jak widzisz bywa i tak, że spuchnie i wtedy kicha. Siedzenie w domu. Latem byłoby łatwiej jakieś klapki włożyć. No ale czemu ma być nam łatwo ? Jak przerąbane to na całej linii.

LillaKorn

jasmar napisał(a):

Mnie problem jeszcze sprawia obuwie-tzn wcisnęłam się w jakieś stare kozaki-na płaskim, zamek z boku i wiązanie z przodu, które poluzowałam na maxa. ale i tak było mi już potem źle w tych butach. Też tak macie czy tylko moja noga taka felerna???

Też tak macie....

witch

LillaKorn napisał(a):

witch napisał(a):

Może dla lepszego samopoczucia zapomnij, że to kule ale wyobrażaj sobie że to kijki do nordic walking 🙂 a Ty doginasz z nimi dla zdrowotności.
Przyjdzie czas, że stopniowo najpierw jeden potem drugiej podziękujesz za "pomoc". Już niedługo.

"Przyjażniłam" się ze swoimi kulami ponad 9 m-cy! Dlatego nikt mnie do końca życia nie namówi na nordic walking.
Lilla Ty jesteś nie do pobicia w tej dyscyplinie. Ale przynajmniej wiesz, że na kije nikt Cię już w życiu nie namówi.
Obiecałam sobie, że po skończonym leczeniu swoje wyrzucę na śmietnik aby już nigdy więcej nie korcić losu.
jasmar

alawpr napisał(a):

edziag napisał(a):

widzę, że wszyscy w rodzinnych pieleszach się grzeją 🙂 odezwę się jutro, ja też powoli do żywych wracam, chociaż kule wkurzają mnie na maxa a najbardziej to że jak bym ich nie oparła za 5 sekund lądują z wielkim hukiem na podłodze bez względu na to gdzie jestem wzbudza to ogólną sensację wrrrrrr...
stopa nie zgina mi się nic, została na 90 stopniach i ani drgnie przez to nawet jak idę o kulach to kuleję 🙁 jeju ile to jeszcze potrwa....

Edziag ,ja jak musze odstawic kule to musze sie nagłówkowac gdzie je oprzec ,żeby tez nie rąbneły.Masakra jakaś,pilnuje ich niemiłosiernie ,bo jakby rabneły dalej w miejsce gdzie nie siegne to mogiła ,zostane w tym miejscu na amen do czasu jak nie przyjdzie ratunek. Czasem jak jestem sama to mam schizę na ich punkcie i pilnuje ich jak oka w głowie.
Mnie też kule padają często i już nie raz robiłam skłony( z oparciem o szafki) aby je pozbierać. I to właśnie jest tak wkurzające. No i brak rąk jak się chodzi.
LillaKorn

witch napisał(a):

Ja właśnie wróciłam z pierwszej jazdy od ponad 4 miesięcy. Samochód cały, mąż przeżył a mój staw okazał się miłośnikiem motoryzacji. Faktycznie lepiej wychodzi mi obsługa pedałów niż chodzenie. W związku z zaliczonym egzaminem od jutra kończy się etap uzależnienia od rodziny. Jeden mankament to dojście na parking, które póki co zajmuje mi sporo czasu ale przecież nigdzie mi się nie spieszy 🙂

U kochana! Nie dość, że jesteś istotą dwunożną (w domu też się liczy) to jeszcze zmotoryzowaną. Wielikie brawka moja droga!

jasmar

LillaKorn napisał(a):

witch napisał(a):

Może dla lepszego samopoczucia zapomnij, że to kule ale wyobrażaj sobie że to kijki do nordic walking 🙂 a Ty doginasz z nimi dla zdrowotności.
Przyjdzie czas, że stopniowo najpierw jeden potem drugiej podziękujesz za "pomoc". Już niedługo.

"Przyjażniłam" się ze swoimi kulami ponad 9 m-cy! Dlatego nikt mnie do końca życia nie namówi na nordic walking.
Na początku w szpitalu mówili mi, że to są moje przyjaciółki. A ja się śmiałam, że przywiozłam sobie do domu pamiątkę z Zakopanego. Mam gdzieś taka pamiątkę, wywalę ją na śmietnik jak tylko nie będą mi potrzebne.
witch

jasmar napisał(a):

witch napisał(a):

jasmar napisał(a):

Witch co to znaczy "obsłużyłam sama" bo ja w kuchni to zrobię wszystko-no prawie wszystko, ale zanieść to do pokoju to nie mam szans-ręce zajęte przez te przebrzydłe kule.

Ano to co piszesz. Z uporem osła twierdziłam, że sama wszystko zaniosę do stołu i wbrew zakazom męża to zrobiłam. W domu chodzę już bez kul i jak zauważyła koleżanka - nie ciągnę już nogi obok ciała tylko stawiam ją do przodu. Jakieś tam postępy robię, które obce osoby szybciej zauważają.

Kurczę jesteś 11 dni przede mną a ja jeszcze z dwoma zasuwam. wiem żeby nie porównywać ale jednak........................

Weź poprawkę, że ja mam tylko tą nogę a Ty przy okazji miałeś jeszcze inne atrakcje. One nie są bez wpływu na usprawnianie nogi. Myślę, że jakby nie te dodatkowe przejścia to byłabyś na zbliżonym etapie do mojego. Ale popatrz na to tak, że za jednym zamachem "wykurujesz" się z kilku dolegliwości

jasmar

witch napisał(a):

Siedzenie w domu. Latem byłoby łatwiej jakieś klapki włożyć. No ale czemu ma być nam łatwo ? Jak przerąbane to na całej linii.

No właśnie a jak ja wrócę do pracy to nie ma innej opcji tylko kozaki. Nie będę przecież czekać na wiosnę czy lato.

Aurora
Słuchajcie, a jak to jest z przepisywaniem rehabiltacji, gdy się chodzi prywatnie do lekarza, tzn., czy on może przepisać zabiegi w ramach NFZ? Razej nie, chyba, że jeszcze przyjmuje na NFZ i jakoś tak zakręci, że to niby w ramach tego. Pamiętam, jak w ciąży chodziłam prywatnie do ginekologa, to za wszystkie badania musiałam dodatkowo płacić bo niby nie można mi ich było przepisać w ramach NFZ, bo to by było tak, jakby lekarz brał kasę dla siebie a leczył za państwowe.
witch

LillaKorn napisał(a):

witch napisał(a):

Ja właśnie wróciłam z pierwszej jazdy od ponad 4 miesięcy. Samochód cały, mąż przeżył a mój staw okazał się miłośnikiem motoryzacji. Faktycznie lepiej wychodzi mi obsługa pedałów niż chodzenie. W związku z zaliczonym egzaminem od jutra kończy się etap uzależnienia od rodziny. Jeden mankament to dojście na parking, które póki co zajmuje mi sporo czasu ale przecież nigdzie mi się nie spieszy 🙂

U kochana! Nie dość, że jesteś istotą dwunożną (w domu też się liczy) to jeszcze zmotoryzowaną. Wielikie brawka moja droga!

Dzieki Lilla 🙂 A najważniejsze że nikomu nie najechałam na zderzak a mąż wyszedł o własnych siłach z auta (nieco blady). W drodze powrotnej nawet pochwali mnie i przyznał się, że przez chwilę zapomniał, że nie uczę się jeździć tylko sprawdzam ruch stawu na pedałach.

jasmar

witch napisał(a):

Weź poprawkę, że ja mam tylko tą nogę a Ty przy okazji miałeś jeszcze inne atrakcje. One nie są bez wpływu na usprawnianie nogi. Myślę, że jakby nie te dodatkowe przejścia to byłabyś na zbliżonym etapie do mojego. Ale popatrz na to tak, że za jednym zamachem "wykurujesz" się z kilku dolegliwości

Tak właśnie mówię, że robię generalny remont swojego organizmu. Gdyby nie ta noga (i tym samym dłuższe L4 ) to w ogóle nie zdecydowałabym się na te pozostałe operacje.

Aurora

jasmar napisał(a):

witch napisał(a):

Siedzenie w domu. Latem byłoby łatwiej jakieś klapki włożyć. No ale czemu ma być nam łatwo ? Jak przerąbane to na całej linii.

No właśnie a jak ja wrócę do pracy to nie ma innej opcji tylko kozaki. Nie będę przecież czekać na wiosnę czy lato.

Też muszę w końcu jakieś kupić... Wykorzystam chyba patent Lilli na sznurowane.

LillaKorn

jasmar napisał(a):

Ale potem byłam tak zmęczona( no kurde- po czym??? po przyjemności???), że nie wiem jak to jest jak się zaczyna pracę. Lilla jakie były Twoje odczucia-Ty też byłaś zmęczona? No i nie wspomnę o bólu nogi, wieczorem dał się porządnie we znaki, bo po kinie był jeszcze Mc Donalds. Ale nie żałuję, było super!!!!!

Pierwsze dni po powrocie do pracy byłam zmęczona jak pies ale.......wcale nie chciało mi się narzekać. Powrót do pracy był dla mnie równoznaczny z uzyskaniem utraconej kontroli nad wlasnym życiem! Oprocz oczywistych uciążliwości i miliona pytań wszystkich napotkanych osob spotkałam się z dużą życzliwością i pomocą w logistyce (chyba mnie lubią!) do tego stopnia, że wystawiano mnie niekiedy do konfliktowej sytuacji bo prawdopodobieństwo, że mi nie odmówią było zerowe

jasmar

Aurora napisał(a):

Słuchajcie, a jak to jest z przepisywaniem rehabiltacji, gdy się chodzi prywatnie do lekarza, tzn., czy on może przepisać zabiegi w ramach NFZ? Razej nie, chyba, że jeszcze przyjmuje na NFZ i jakoś tak zakręci, że to niby w ramach tego. Pamiętam, jak w ciąży chodziłam prywatnie do ginekologa, to za wszystkie badania musiałam dodatkowo płacić bo niby nie można mi ich było przepisać w ramach NFZ, bo to by było tak, jakby lekarz brał kasę dla siebie a leczył za państwowe.

Nie mam pojęcia, ale też wydaje mi się że trzeba płacić-dobre porównanie do ciąży. Ale warto dopytać bo te priwate to sporo wyjdzie

witch

jasmar napisał(a):

witch napisał(a):

Weź poprawkę, że ja mam tylko tą nogę a Ty przy okazji miałeś jeszcze inne atrakcje. One nie są bez wpływu na usprawnianie nogi. Myślę, że jakby nie te dodatkowe przejścia to byłabyś na zbliżonym etapie do mojego. Ale popatrz na to tak, że za jednym zamachem "wykurujesz" się z kilku dolegliwości

Tak właśnie mówię, że robię generalny remont swojego organizmu. Gdyby nie ta noga (i tym samym dłuższe L4 ) to w ogóle nie zdecydowałabym się na te pozostałe operacje.

I za to, za tą odwagę połączenia tych "remontów" w czasie należy Ci się Order Trzeci za wyrzucenie ze środka wszystkich śmieci 🙂 Podziwiam Cię za to bardzo !

witch

jasmar napisał(a):

Aurora napisał(a):

Słuchajcie, a jak to jest z przepisywaniem rehabiltacji, gdy się chodzi prywatnie do lekarza, tzn., czy on może przepisać zabiegi w ramach NFZ? Razej nie, chyba, że jeszcze przyjmuje na NFZ i jakoś tak zakręci, że to niby w ramach tego. Pamiętam, jak w ciąży chodziłam prywatnie do ginekologa, to za wszystkie badania musiałam dodatkowo płacić bo niby nie można mi ich było przepisać w ramach NFZ, bo to by było tak, jakby lekarz brał kasę dla siebie a leczył za państwowe.

Nie mam pojęcia, ale też wydaje mi się że trzeba płacić-dobre porównanie do ciąży. Ale warto dopytać bo te priwate to sporo wyjdzie

Leczę się prywatnie. Do tej pory przepisał mi tylko 10 alfa tronów. Nie płaciłam za to. Miałam je wykonywane w zakładzie rehabilitacyjnym NFZ-u.

witch

LillaKorn napisał(a):

jasmar napisał(a):

Ale potem byłam tak zmęczona( no kurde- po czym??? po przyjemności???), że nie wiem jak to jest jak się zaczyna pracę. Lilla jakie były Twoje odczucia-Ty też byłaś zmęczona? No i nie wspomnę o bólu nogi, wieczorem dał się porządnie we znaki, bo po kinie był jeszcze Mc Donalds. Ale nie żałuję, było super!!!!!

Pierwsze dni po powrocie do pracy byłam zmęczona jak pies ale.......wcale nie chciało mi się narzekać. Powrót do pracy był dla mnie równoznaczny z uzyskaniem utraconej kontroli nad wlasnym życiem! Oprocz oczywistych uciążliwości i miliona pytań wszystkich napotkanych osob spotkałam się z dużą życzliwością i pomocą w logistyce (chyba mnie lubią!) do tego stopnia, że wystawiano mnie niekiedy do konfliktowej sytuacji bo prawdopodobieństwo, że mi nie odmówią było zerowe

No tak - "kalece "się nie odmawia. Czyli wykorzystują Cię na maksa 🙂

Aurora

LillaKorn napisał(a):

jasmar napisał(a):

Ale potem byłam tak zmęczona( no kurde- po czym??? po przyjemności???), że nie wiem jak to jest jak się zaczyna pracę. Lilla jakie były Twoje odczucia-Ty też byłaś zmęczona? No i nie wspomnę o bólu nogi, wieczorem dał się porządnie we znaki, bo po kinie był jeszcze Mc Donalds. Ale nie żałuję, było super!!!!!

Pierwsze dni po powrocie do pracy byłam zmęczona jak pies ale.......wcale nie chciało mi się narzekać. Powrót do pracy był dla mnie równoznaczny z uzyskaniem utraconej kontroli nad wlasnym życiem! Oprocz oczywistych uciążliwości i miliona pytań wszystkich napotkanych osob spotkałam się z dużą życzliwością i pomocą w logistyce (chyba mnie lubią!) do tego stopnia, że wystawiano mnie niekiedy do konfliktowej sytuacji bo prawdopodobieństwo, że mi nie odmówią było zerowe

Sprytne.

LillaKorn

witch napisał(a):

No tak - "kalece "się nie odmawia. Czyli wykorzystują Cię na maksa 🙂

No wiesz, przedtem mieli przymusowe 7,5 miesięczne zastępstwo za mnie.

Aurora

LillaKorn napisał(a):

witch napisał(a):

No tak - "kalece "się nie odmawia. Czyli wykorzystują Cię na maksa 🙂

No wiesz, przedtem mieli przymusowe 7,5 miesięczne zastępstwo za mnie.

Takie życie, raz Ty, innym razem ktoś inny.

witch

LillaKorn napisał(a):

witch napisał(a):

No tak - "kalece "się nie odmawia. Czyli wykorzystują Cię na maksa 🙂

No wiesz, przedtem mieli przymusowe 7,5 miesięczne zastępstwo za mnie.

Ano mieli ale przecież nie chciałaś tego tak jak każda z nas. 7,5 m-ca to jednak szmat czasu. Trudno wpaść w rytm po takim czasie ?

jasmar

Lilla ja mam nadzieję, że mnie też trochę przyoszczędzają jak wrócę do pracy. Bo najgorsze będą w mojej sytuacji dyzury na korytarzach i bieganie po piętrach. Ale zobaczę o to będę się martwić później.

Witch wielkie dzięki za tak miłe słowa-rodzinka odczuwa to, że musiałam tak zrobić- nie traktuje tego jako wyczynu. A ja wiem ile mnie to kosztowało.

LillaKorn

jasmar napisał(a):

Lilla ja mam nadzieję, że mnie też trochę przyoszczędzają jak wrócę do pracy. Bo najgorsze będą w mojej sytuacji dyzury na korytarzach i bieganie po piętrach. Ale zobaczę o to będę się martwić później.
Witch wielkie dzięki za tak miłe słowa-rodzinka odczuwa to, że musiałam tak zrobić- nie traktuje tego jako wyczynu. A ja wiem ile mnie to kosztowało.

Pisząc o logistyce to właśnie tego to dotyczylo, że dokumenty, które musiałabym sama dotaszczyć nosił za mnie kto inny i co bylo przemiłe nie musiałam prosić, bo do takich nie należę, ruszałam samą (jeszce z kulą) a kumpela podnosiła się zza biurka i pod karą zrzucenia mnie ze schodów odbierałam mi z rąk papierzyska.
Aurora

jasmar napisał(a):

Lilla ja mam nadzieję, że mnie też trochę przyoszczędzają jak wrócę do pracy. Bo najgorsze będą w mojej sytuacji dyzury na korytarzach i bieganie po piętrach. Ale zobaczę o to będę się martwić później.
Witch wielkie dzięki za tak miłe słowa-rodzinka odczuwa to, że musiałam tak zrobić- nie traktuje tego jako wyczynu. A ja wiem ile mnie to kosztowało.

Dlatego ja zamierzam prosić mojego lekarza medycyny pracy, żeby mi napisał na zdolności, do czego nie należy mnie "wykorzystywać" + kwestia trzymania nogi na podwyższeniu. Rozmawiałam z Kadrami i mówiły mi dziewczyny, że ludzie często mają na zdolności różne zalecenia i trzeba potem samemu pilnować, żeby były respektowane. Stąd też wolę pewne rzeczy na piśmie mieć bo jak już się kilkukrotnie przekonałam, zdrowy połamanego nie do końca zrozumie. Nie przewiduję co prawda problemów, ale ostrożnośc nie zawadzi.
Aurora

LillaKorn napisał(a):

jasmar napisał(a):

Lilla ja mam nadzieję, że mnie też trochę przyoszczędzają jak wrócę do pracy. Bo najgorsze będą w mojej sytuacji dyzury na korytarzach i bieganie po piętrach. Ale zobaczę o to będę się martwić później.
Witch wielkie dzięki za tak miłe słowa-rodzinka odczuwa to, że musiałam tak zrobić- nie traktuje tego jako wyczynu. A ja wiem ile mnie to kosztowało.

Pisząc o logistyce to właśnie tego to dotyczylo, że dokumenty, które musiałabym sama dotaszczyć nosił za mnie kto inny i co bylo przemiłe nie musiałam prosić, bo do takich nie należę, ruszałam samą (jeszce z kulą) a kumpela podnosiła się zza biurka i pod karą zrzucenia mnie ze schodów odbierałam mi z rąk papierzyska.
To rzeczywiście bardzo miłe.
LillaKorn
Byłam pełna obaw jak to będzie i przyjęłam wariant bez taryfy ulgowej z opcją powrotu na L4 po "odpękaniu" 60 dni liczączonych z urlopem. Okazało się, że pracuję w fajnym zespole i narazie pracuję dalej a kolejny dzień wiadomo jest lepszy od poprzedniego. Był tylko jeden zgrzyt jak szef chcial mnie koniecznie wysłać na szkolenie do Warszawki. Skończyło się tym, że wmieszała się w to najwyższa wladza i zwolniła mnie z tego obowiązku.
jasmar
No ja to po klasie chodzić będę -nie wyobrażam sobie abym tylko siedziała. A gdybym miała przerwy bez dyżurów to wtedy nogę mogę chociaż na 5-10 min dac w górę. Dobrze Aurora, że napisałaś że tak może być zalecone. A nie bardzo widzę powrót do pracy z kulą -jak Lilla. U mnie raczej nie wchodzi to w rachubę.
LillaKorn

jasmar napisał(a):

No ja to po klasie chodzić będę -nie wyobrażam sobie abym tylko siedziała. A gdybym miała przerwy bez dyżurów to wtedy nogę mogę chociaż na 5-10 min dac w górę. Dobrze Aurora, że napisałaś że tak może być zalecone. A nie bardzo widzę powrót do pracy z kulą -jak Lilla. U mnie raczej nie wchodzi to w rachubę.

Jak szłam się reaktywować do medycyny pracy to byłam jeszcze z dwoma kulami, bo w planie miałam natychmiastowe pójście na urlop. Pani na to czy nie będzie mi to przeszkadzać. Ja na to, że tak ale prace mam "przybiurkową". Więc ona popytała o stanowisko, rodzaj wykonywanych czynności i wypisala zaświadczenie. I tak miałam cykora jak to wszystko będzie wyglądać. Po uzyskaniu zaświadczenia zaczęłam intensywnie prpbować z jedną kulą, bo z dwoma w pracy funkcjonowanie wydawało mi się niemożliwe .....Na szczęście mam to już poza sobą.....