Dziś miałem usunięcie metalu z nogi.
Cały czas od złamania piszczela (6 listopad) byłem w kontakcie z ordynatorem). Po widocznym ładnym zroście na 29 kwietnia 2009 zaplanowaliśmy usunięcie śrubek.
O 9 przyjechałem do szpitala, zapisali mnie na oddział, wzięli mnie na salę opatrunkową (nie było konieczne branie na salę operacyjną) i zaczęła się akcja wykręcania śrubek. Co najciekawsze odbywało się to beż żadnego znieczulenia (ordynator mówił że nie jestem pierwszym ani ostatnim, który bez znieczulenia ma wykręcane śruby, więc się zgodziłem).
Wszystko poszło dobrze, pierwsza śrubka praktycznie zero bólu, z każdą kolejną było czuć co raz większy ból, przy ostatnich 5 i 6 śrubce (bliżej kolana) było czuć już niesamowity ból, jednak udało się zacisnąć zęby i wytrzymać. Muszę przyznać, że to było najgorsze 10 minut w życiu bo ból był mocniejszy niż ból po złamaniu nogi w listopadzie. A bólu wykręcania na żywca nie da się opisać, trzeba to przeżyć 😉
I tak po 15 minutach zostałem już odesłany do domu, przez tydzień mam dla asekuracji chodzić o jednej kuli. Do tego muszę przyznać, że ordynator wykonał zajebistą robotę od samego początku (listopad) do momentu usunięcia metalu.
Życzę wszystkim równie udanych pożegnań ze śrubkami, drutami i co tam jeszcze jest 😉