kasiek79 napisał(a):
LillaKorn napisał(a):
kasiek79 napisał(a):
miejsce złamania bołao mnie jak raz udało mi się spuścić nogę w dół i chcialam spróbowac ją podnieśc No masakra.
Kasiu podnoszenie samemu nóżki to najwcześniej po miesiącu lub dalej!
Czyli jak wy sie poruszaliście w pierwszym miesiacu???? Ktos wa trzymal chora nogę???
"chodziłam" do kibla od pierwszego dnia po szpitalu (trzeci dzien od złamania) bo nie chciałam używać basenu ale wyglądało to tak, że lewa ręka na szyi małżonka w prawej kula. Najgorszy manewr to wstanie z łóżka. Mąż trzymał nogę w poziomie do podłogi a ja za pomocą rąk przesuwałam się do właściwej pozycji aby prawa noga pogła stanąć na podłodze a mąż delikatnie przy wtórze moich jęków opuszczał ją na dół. Czasami robił to kilka razy tak bardzo bolało a potem kicaliśmy do WC i tam dalej schody bo gips do pasa a trzeba jakoś usiąść. potem nastąpił przełom bo trafiłam na lekarza w przychodni, którego z pełną odpowiedzialnością będę nazywać po kres swoich dni debilem objechał mnie za nieumiejętność chodzenia na kulach (weszłam do niego przy pomocy męża). Wstąpił we mnie lew "nie dam bucowi powodu do satysfakcji" - tekst sierżanta z filmu "Grań złamanych serc" i przy następnym wstawaniu kazałam podać sobie dwie laski. Lekarza oczywiście zmieniłam, bo trzeba mieć jakieś minimum zaufania. Dalej było ciężko ale pokonawszy swoj strach dalej doskonaliłam technikę schodzenia z łóżka (bóle związane z opuszczaniem nogi z biegiem dni słabły). Miałam jeden taki dzień, że byłam sama w domu a jeszcze bez asekuracji nie schodziłam sama a mąż prosił żeby nie szaleć bo jak jest się samemu w domu to przy lekkim niepowodzeniu nikt nie pomoze i musiałam do WC jakoś dałam radę sama i nie czułam się taka bezradna, bo wiedziałam, że dam radę kiedy będzie taka potrzeba. Potem trafiłam do szpitala (po 4 tygodniach) i byłam w pełni uruchomiona na kulach. Oczywiście w pierwszym szpitalu przy wypisie nikt nie był uprzejmy mnie nauczyć chodzenia na kulach co jest standartem. Zadziałała zasada pacjencie radź sobie sam a nawet się zabij!